Uwielbiam to zdjęcie :-)

wtorek, 30 października 2012

Rozdział 3

Dziękuje wam za komentarze. Ciężko mi idzie to opowiadanie, ale naprawdę się staram. Pozdrawiam wszystkich czytających.



Minęły dwa tygodnie, odkąd rozdzielono bliźniaków.Był to dla nich najgorszy okres w ich życiu. Byli tak blisko siebie, a jednocześnie dzieląca ich odległość była nie do pokonania. Tom spędzał dużo czasu z Alexem. Odkryli w szybkim czasie jak wiele ich łączy - muzyka, filmy, gra na gitarze. Czasami Alex wieczorami dawał popis swoich umiejętności i Dredziarz był pod wielkim wrażeniem. Chodź ostatnio często się śmiał, jego serce krwawiło. Dni mijały spokojnie, ale noce były zakrapiane jego łzami. Co wieczór wpatrywał się w księżyc licząc, że Bill też to robi.

- Porozmawiaj z nim -powiedziała Simone do swojego męża. Gordon siedział w kuchni i popijał czerwone wino.
- Ja wiem, że jest ci ciężko, ale ja już nie wiem co robić. Bill praktycznie nic nie je, siedzi zamknięty w pokoju i nikogo nie chce widzieć. Boję się o niego. W sumie już bym wolała, by zaczął się proces. Może gdy zobaczy znów Toma...- kobiecie załamał się głos.
Gordon wciąż wpatrywał się w blat kuchennego stołu, zataczając palcem kółka na jasnej powierzchni.
- Myślisz, że ze mną będzie chciał rozmawiać? Co ja mam mu powiedzieć? - zapytał mężczyzna.

Simone podeszła do męża i przytuliła go. Po jej policzkach popłynęły łzy - To moje dziecko - wyszeptała - Mój synek. Nie mogę patrzeć jak cierpi. Nie pochwalam tego ich związku, ale to moje maleństwa - Kobieta nie mogła pohamować łez.
- Ciągle o nich myślę. Kiedy patrzę na Billa, widzę tą scenę z taśmy. Oglądałem ją kilkakrotnie, przepraszam ...Wie, że nie powinienem, ale...
- Nie chce tego słuchać - powiedziała Simone - A tym bardziej oglądać.
Mężczyzna przytulił kobietę - Wybacz mi. Próbuje to wszystko sobie jakoś poukładać. To też moje dzieci - wyszeptał Gordon - Byłaś u Toma?
Kobieta nie odpowiedziała.
- Mam wrażenie, że winisz go za to wszystko.
- Sama nie wiem - odpowiedziała przez łzy - Kocham go bardzo, ale w głębi siebie czuję, że gdyby nie on to Bill, by się nie posunął do takich rzeczy.
Mężczyzna westchnął. Nie zgadzał się z żoną - Bill nie jest ofiarą, uwierz mi. Ten film, to on był prowodyrem całej tej sytuacji.
- Gordon przestań. Nie chce słyszeć, a tym bardziej oglądać jak moje dzieci uprawiają ze sobą seks. To jest chore i nienormalne. Kocham ich, ale nigdy ich nie poprę. Wyraziłam się jasno? - krzyknęła kobieta.

Skrzypnięcie drzwi kuchennych przerwało kłótnie. Stojący w nich Bill z załzawionymi oczami wszystko słyszał. Nim Simone zdążyła coś powiedzieć, czarnowłosy trzasnął drzwiami i pobiegł do pokoju.
- Gratuluje - powiedział Gordon i wyszedł. Nawet głośny płacz Simone nie zmusił go do powrotu.

Mężczyzna podszedł do barku i wyciągnął butelkę wina. Sięgnął dłonią na półkę z płytami CD i wziął jedną w czarnym opakowaniu. Nie wiedział czy dobrze robi, ale nic innego nie przychodziło mu do głowy. Wziął głęboki oddech i ruszył w stronę pokoju syna.
- Bill, mogę wejść?
Odpowiedzią był cisza.
Stał pod jego drzwiami dłuższą chwilę. Bił się z myślami. Chciał już odejść, ale zebrał się na odwagę i wszedł go pokoju.
Chłopak siedział na łóżku z głową wtuloną w poduszkę. Płakał. Mężczyzna usiadł obok niego. Zastanawiał się co ma zrobić, powiedzieć. Zamiast tego otworzył butelkę i nalał dwa kieliszki.
- Pij - powiedział do niego. Bill pokiwał odmownie głową.
- Pij, mówię - przymuszał go Gordon.
Chłopak wziął kieliszek i wypił jednym duszkiem jego zawartość.
- Kocham cię - powiedział mężczyzna.
- Gordon, proszę cię...
- Daj mi powiedzieć. Pozwól mi zrozumieć, a przede wszystkim wybacz mi.
Bill spojrzał na ojczyma.
- To nie była twoja wina tylko moja. Tom nie chciał, ale ja nalegałem i ...
Gordon podał mu drugi kieliszek. Sam też wypił drugą kolejkę.
- Nie oszukujmy się. Na trzeźwo ty nic nie powiesz , ja nie zrozumiem. A chce zrozumieć Bill, co się stało, co czujesz... Powiedz mi, zanim w samotności pęknie ci serce.

Czarnowłosy zacisnął zęby i nic nie powiedział. Gordon usadowił się wygodnie na łóżku i zaczął mówić - Kocham Toma całym serce, tak jak ciebie. To wspaniały chłopka, no a teraz już facet. Lubię w nim to, że zawsze dąży do celu. Pamiętasz jak uczył się grać na gitarze?
Kaulitz uśmiechnął się.

- Mamo, ja już nie mogę - krzyczał dziesięcioletni Bill - On tak strasznie rzępoli. 
- Kochanie, Tom gra dopiero od trzech dni.
- Trzeba było mu kupić cymbałki, a nie gitarę. Może, by szybciej załapał jak się na nich gra.
- Bill ! - Simone strofowała syna.
- Ale ja już mam dość...
 Tom ćwiczył po kilka godzin dziennie każdego dnia. Słowa Bila nie raniły go, ale motywowały. Po dwóch tygodniach usiadł przy łóżku brata.
- Nie mogę zasnąć - powiedział czarnowłosy, tuląc się do poduszki.
- Poczekaj chwilę...
Tom sięgnął do dużego futerału i wyciągnął gitarę. Nim Bill zdążył zaprotestować, spod palców jego brata zaczęła wypływać melodia. To była pierwsza piosenka, której starszy Kaulitz chciał się nauczyć. Nie był to żaden hit, ani jego ukochana melodia czy klasyczny utwór. Zagrał ulubioną kołysankę Billa. Od tej pory często grał mu przed snem.

- Kiedy tak patrzę z perspektywy czasy, dostrzegam jak wiele rzeczy robił z myślą o tobie i dla ciebie - powiedział Gordon.
- Tak...- wyszeptał Bill - Zawsze mogę na niego liczyć i wiem, że chce tego co dla mnie najlepsze. Doceniam jego opanowanie w nerwowych sytuacjach. Nie raz przed koncertem przytulał mnie i uspokajał, chodź sam przeżywał każdy występ.
Gordon dolał Billowi jeszcze wina.
- Chcesz mnie spić? - zapytał z uśmiechem chłopak.
- Chce cię znieczulić - odpowiedział mężczyzna. Obaj uśmiechnęli się.
 Bill utkwił wzrok w czerwieni wina.
- Kocham też jego wrażliwość. Pamiętasz jak zdechł nam pies? Mam się martwiła o mnie jak to zniosę, a to Tom płakał przez kilka dni.
-Rzadko okazuje słabość - dodał Gordon - Wierze, że i teraz poradzi sobie w tej sytuacji.

Czarnowłosy opróżnił kieliszek i wziął głęboki oddech. Słowa zaczęły same napływać mu do ust.
- Wiem, że dla was to niezrozumiałe. Ze słów mamy wynika, że też obrzydliwe i nienormalne.Ja wiem o tym Gordon. Myślisz, że nam było łatwo pogodzić się z tym uczuciem? Z pragnieniem kochania inaczej swojego brata? Ale kiedy na niego patrzę, wszystko inne przestaje się liczyć. On jest całym moim światem. Jemu mogę powiedzieć wszystko co czuję i myślę. Nawet kiedy on się z czymś nie zgadza, woli to przemilczeć. Po prostu mnie słucha. Dla wszystkich, w tej całej sytuacji, na pierwszy plac wysuwa się seks i to bulwersuje. Ale uwierz mi, bez tego też byłbym z nim. Gordon, ja go kocham. On jest połową mnie.

Łzy spłynęły po jego bladych policzkach. Alkohol rozluźnił spięte ciało.
- Nie mogę ci powiedzieć, że wszystko będzie dobrze. Nie wiem jak potoczy się rozprawa. Tom wyznał, że cię kocha i od tego nie ma odwrotu. Teraz wszystko zależy od przysięgłych, ale i od ciebie.
- Ode mnie?
- Posłuchaj mnie, synu. Sam wiesz, że od dwóch tygodni jesz sporadycznie, pogniewałeś się na prysznic i wyglądasz jak niewyspane zombie. Myślisz, że jak Tom cię zobaczy na rozprawie w takim stanie, to będzie mu łatwiej? Dodaj mu sił sobą, on zawsze cię wspierał. Pokaż mu, że przez te wszystkie lata nauczył cię być silnym. Weź się w garść. Dzisiaj możesz krzyczeć, płakać. Ale od jutra masz zacząć wracać do normy. Rozumiesz? Zrób to dla niego.
Ku zaskoczeniu Gordona, Bill przytulił się do niego. Nie wiedział czy to działanie alkoholu czy potrzeba czyjeś bliskości kierowała chłopakiem, ale to nie miało teraz żadnego znaczenia. Ważne było, że trzymał go teraz w ramionach i był dla niego oparciem.
- Dziękuje, tato.

Ta chwila trwała krótko, ale przyniosła ulgę Billowi.
- Weź jeszcze to - powiedział Gordon, podając synowi płytę CD.
- Co to jest?
- Ty i twój świat - zaśmiał się mężczyzna.
Czarnowłosy wziął małe pudełko i przycisnął do serce. Nie mógł uwierzyć, że ojczym mu to dał.
- Zjesz ze mną kolację ?- zapytał mężczyzna.
- Ledwo stoję na nogach.
- Widzę,solidne jedzenie ci się przyda.

Po kilku minutach obaj zeszli do kuchni. Simone wstała z krzesła i podeszła do syna - Przepraszam cię.
- Mamo, nie rozmawiajmy o tym. Jestem głodny.
- I pijany - powiedziała z wyrzutem kobieta.
- Nie, kochanie. On jest znieczulony.
Obaj mężczyźni buchnęli śmiechem. Simone machnęła ręką i sięgnęła po mrożoną zapiekankę.

Następnego dnia, dźwięk dzwonka zwiastował czyjąś wizytę. Bill zbiegł po schodach.
- Dzień dobry - powiedział listonosz - Pismo z sądu, proszę tu podpisać.
Czarnowłosy wziął kopertę i dziękując, zamknął drzwi. Wpatrywał się przez chwilę w biel chropowatego papieru, przełamanego czerwienią urzędowej pieczątki. Poszedł do salonu i usiadł na sofie. Dłonie mu się trzęsły. Powoli zaczął odrywać jeden z brzegów koperty.
Przebiegł wzrokiem po pierwszych zdaniach, składających się z jakiś paragrafów. Szukał istotnej informacji. Jego wzrok padł na ostatnie zdanie.
" Proces karny rozpocznie się 30 wrześnie br."
Bill spojrzał na kalendarz. Za trzy dni miał zobaczyć brata.

piątek, 12 października 2012

Rozdział 2


Cieszę się, że rozdział pierwszy Was zainteresował i wzbudził trochę emocji. Mam nadzieję, że reszta opowiadania też będzie się wam podobać. Bardzo dziękuje za komentarze. Miło mi, że osoby, które czytają kreatywność uczuć, również towarzyszą mi na tym blogu. Fajnie widzieć też komentarze nowych osób. Bardzo mnie motywujecie do pisania. Pozdrawiam wszystkich. Miłej lektury.




Był już późny wieczór. Tom miał właśnie wsiąść do samochodu, kiedy przypomniał sobie o najważniejszej rzeczy. Policjant stojący obok skrzywił się widząc, jak chłopak biegnie z powrotem do domu. Przeskakując po dwa schodki, po chwili znów był w swoim pokoju. Rozejrzał się dookoła. Jego wzrok zatrzymał się na dużej fotografii wiszącej na ścianie. Uśmiechnął się widząc na niej siebie i Billa. Wskoczył na łóżko i ściągnął zdjęcie. Chciał je mieć w nowym domu, by obce miejsce nie było tak przerażające i puste. Na chwilę wszedł jeszcze do pokoju Billa. Jego zapach wciąż był wyczuwalny w wypełniającym pomieszczenie powietrzu. Na krześle wisiała koszulka czarnowłosego. Tom przyłożył ją do twarzy czując kojącą woń. Potrzebował jej. Bał się, że bez zapachu brata nie przetrwa samotnych nocy. Złożył ją i wcisnął w spodnie. Nie chciał, by ktoś ją zobaczył. Kilka razy głośno westchnął skutecznie powstrzymując łzy. Musiał być teraz silny. Dla siebie i Billa.

W sumie, to mógłby wziąć walizkę i przejść się do nowego domu. Zastanawiał się przez chwilę, czy sędzia umieścił ich tak blisko siebie z premedytacją, czy faktycznie nie miał innego wyjścia. Kiedy podjechali pod budynek w kolorze piasku pustyni, Tom chodź mieszkał tuż obok przez wiele lat,dopiero teraz zwrócił uwagę na małą czerwoną tabliczkę widniejącą na ścianie tuż pod numerem domu.
"Ośrodek nadzoru sądowego".
Zdziwił się, że nigdy wcześniej nie zwrócił na to uwagi. W sumie po tym jak Tokio Hotel zyskało sławę, rzadko przebywał w domu, a jeśli już był, to nie opuszczał go bez przyczyny.

-Proszę podpisać te dokumenty - powiedział mężczyzna siedzący na recepcji - Oddaj telefon, papierosy, wszelkie elektroniczne urządzenia i ostre przedmioty.

Tommy sięgnął do torby i wyciągnął swojego smartfona - Nie palę i nic ostrego nie posiadam - burknął po chwili.
- Zasady są proste. Nie opuszczasz budynku bez pozwolenia, jeśli już wyjdziesz możesz poruszać się w obrębie 20 metrów wokół niego. Cisza nocna jest o 22 i ani minuty dłużej. W pokojach są kamery, nie ma ich w łazienkach. Nic nie kombinuj, niczego nie próbuj, a jakoś się tu dogadamy. Tu masz klucz od pokoju. Pierwsze piętro, drugie drzwi po prawej stronie.

Tom wziął mały metalowy przedmiot i głośno westchnął. Jego prawdziwy pokój był sto metrów stąd, a to miało być tymczasowe miejsce noclegowe. Wziął walizkę i ruszył w stronę schodów.
- Poczekaj - powiedział mężczyzna- Usiądź tu na kanapie, trzeba ci założyć obrożę na nogę.
Perspektywa noszenia wątpliwej biżuterii , nie uśmiechała mu się. Posłusznie usiadł i czekał, aż obcy mężczyzna skończy tą upokarzającą czynność.

Powoli wchodził po schodach, ciągnąc za sobą ciężką walizkę.Wszedł do niedużego pomieszczenia. Nie było jakość szczególnie wyposażone, ale czyste i skromne. To mu wystarczyło. Tak naprawdę było mu to całkowicie obojętne. Nawet luksusowe mieszkanie, ale bez Billa, sprowadzało się do rangi nory.

Otworzył walizkę i zaczął powoli układać ubrania w szafie. Nawet nie poczuł jak pierwsze łzy spłynęły po jego policzkach. W pewnym momencie oparł się dłońmi o jedną ze ścian i cały zadrżał. Był w całkiem obcym miejscu i to zupełnie sam. Naprawdę chciał być twardy, ale czuł, że coraz bardziej brakuje mu sił. Otarł twarz i wziął głęboki oddech. Teraz zostało mu już tylko czekanie na dzień, kiedy sędzia ustali  termin rozpoczęcie procesu. Będzie to dla niego najtrudniejszy, a zarazem najcudowniejszy dzień. Zobaczy wtedy Billa.

Po chwili usłyszał pukanie do drzwi.
- Proszę - powiedział, chociaż tak naprawdę nie miał ochoty nikogo widzieć.
- Część - powiedział młody, blondwłosy chłopak - Mam na imię Alex. Pomyślałem, że się przywitam. Mam pokój obok ciebie.

Tom początkowo nic nie odpowiedział. Spojrzał w dół na jego kostkę i zobaczył taką samą obrożę jak u ciebie. Był taki jak on. Tutejszy, zamknięty.
- Jestem Tom. Miło mi - powiedział i podał chłopakowi rękę.
- Przepraszam za szczerość, ale wiem o tym. W ośrodku zrobiło się głośno na wiadomość, że masz zostać tu   ulokowany. W pewnym sensie należysz do elity.
Tom się zaśmiał - Dzięki, ale mam wrażenie, że tutaj nie ma to znaczenia i wszyscy jesteśmy równi.

Alex tylko pokiwał głową. Nie mógł się nie zgodzić ze słowami chłopaka.
- Jak się rozpakujesz, z chęcią cię oprowadzę po ośrodku. Jest tu kilka ciekawych miejsc.
Chociaż dredziarz nie miał ochoty na żadne wycieczki, pokiwał twierdząco głową. Towarzystwo w takim miejscu na pewno mu się przyda.
- W sumie to już skończyłem - powiedział do blondyna.
Kiedy szli długi korytarzem, Alex opowiadał - Na dole jest recepcja. Jak wychodzisz to tam się meldujesz i dostajesz albo i nie pozwolenie na wyjście przed dom. Jest też sala, gdzie można coś obejrzeć w telewizji albo w coś pograć. Trzeba tu jakość zabijać nudę.Obok jest stołówka i kuchnia. Przy kuchennych drzwiach wisi codzienne menu.
- A mają tu jedzenie wegetariańskie?
Chłopak spojrzał na niego z zaskoczenie.
- Wiesz, nikt nikogo tu nie pyta, co kto lubi jeść. Ale zawsze masz do wyboru dwie zupy i drugie danie. Pewnie znajdziesz coś dla siebie. Na piętrze gdzie jesteśmy są same pokoje dla lokatorów takich jak "my" do 19-20 roku życia. Szczególnie umieszcza się tu osoby, które dokonały przestępstw przed ukończeniem 18 -go roku życia. A tak przy okazji, za co cię tu umieszczono?
- Czekam na proces. Sędzia wybrał dla mnie to miejsce zamiast aresztu.
- O co cię oskarżają?
Tommy zatrzymał się na chwilę i spuścił głowę.
- Nie mów jeśli nie chcesz. Powiesz jak będziesz miał ochotę. Ja jestem w trakcie procesu. Drobne kradzieże. Liczę na łagodny wyrok.Wiesz, niska szkodliwość społeczna. Tak to określa mój adwokat - powiedział Alex, widząc zmieszaną minę chłopaka.
- Mój załamuje ręce, bo nie stosuję się do jego poleceń. Chciał dla nas zamkniętego procesu, ale ja nalegałem na otwarty.
- Nas? Jakich nas? - zapytał Alex.
- Jestem sądzony razem z bratem bliźniakiem, Billem. Jemu pozwolili zostać w domu, bo ciążą na nim mniejsze zarzuty.
- Przynajmniej nie siedzisz w tym bagnie sam - pocieszył do blondyn.
- Szczerze ci powiem, że wolałbym sam, żeby oszczędzić mu tego wszystkiego. Nie lubię kiedy cierpi. Z resztą on nic nie zawinił. To wszystko moja wina.
Tom zacisnął zęby i cały się spiął. Nie chciał okazać słabości przy nowo poznanym chłopaku - Dzięki Alex, ale pójdę do siebie. Późno już.
- Do jutra - powiedział chłopak - Nie martw się, tu nie jest tak źle.
Tom zniknął za drzwiami pokoju. Poszukał czystych bokserek i postanowił wziąć prysznic. Początkowo chłodna woda, zamieniła się w ciepły, kojący strumień. Dredziarz oparł się dłońmi o ścianę i rozkoszował  chwilą. Chciał, by woda zmyła z niego cały ten ból, ukoiła zmęczone ciało. Jego umysł znów przywołał na pamięć dawne wspomnienia.

-Tom mogę wejść, już naprawdę nie mogę wytrzymać - krzyczał Bill pod drzwiami łazienki.
- Kąpię się teraz.
- Ale Tom, proszę cię.
- Właź marudo - burknął Tom, na tyle głośno, że brat go usłyszał.
- Dzięki... o jak dobrze... myślałem, że już nie wytrzymam. Jeszcze umyję zęby.
- Nie, bo ja już wychodzę.
- Daj spokój, już nie raz cię widziałem nago. Przecież masz to samo co ja.
- Ale nie muszę ci tego pokazywać.
Tom jednak zdecydował się wyjść. Bill szczotkował zęby i mamrotał - Kiedyś często kąpaliśmy się razem.
- Jak byliśmy dziećmi - odpowiedział Dredziarz.
Bill wypłukał usta i spojrzał na brata, mierząc go z góry na dół. Nagle jego twarz straciła swój dziecinny urok. Z pełną powagą i dziwnym tonem głosu powiedział tylko - Żałuje, że już nimi nie jesteśmy.
I wyszedł.

Każde wspomnienie o Billu rozpalało jego serce. Chciał wciąż o nim myśleć, rozpamiętywać każdą wspólną chwilę. Myślenie o bliźniaku było dla niego jedną z największych przyjemności, tuż po samej obecności ukochanego brata.
 Nadeszła pierwsza noc- samotna, w obcym miejscu. Tom wyciągnął złożoną i wciśniętą między jego ubrania koszulkę Billa. Przykrył się kołdrą i wtulił w bawełniany materiał. Kochał zapach bliźniaka. Czuł go każdej nocy, odkąd postanowili spędzać je wspólnie. Cudowne kilka miesięcy.
Do pokoju wpadało jasne światło księżyca.Tom wpatrywał się w okrągłą planetę. Była pełnia. Razem z Billem, gdy byli dziećmi, często wchodzili na dach swojego domu i podziwiali świecący obiekt. Obaj wierzyli, że kiedy pomyśli się życzenie patrząc na niego, zawsze się ono spełnia. I tak co miesiąc ich wiara w to się ugruntowywała , bo ich marzenie faktycznie się spełniało. Każdy z nich prosił zawsze o jedno - by ukochany bliźniak zawsze był obok. I był...

Sto metrów dalej, na dachu jednego z domów siedział młody, drobny chłopka. Noc była ciepła i spokojna. Załzawionymi oczami wpatrywał się w jasny księżyc. Na chwilę zamknął oczy. Wyciągnął dłoń obok siebie. Palcem wodził po chłodnych dachówkach. Cały drżał. To miejsce przy nim, nigdy nie było puste. Pragnął chodź na chwilę poczuć ciepło dłoni bliźniaka, jego bliskość. Jego ramiona zaczęły dygotać od fali rozpaczy. Już nie próbował tamować łez, nie był w stanie. Chciał znaleźć się w ramionach brata, w których zawsze znajdował ukojenie.

Tom pospiesznie wrócił do garderoby. Zaraz mieli rozpocząć koncert. Wszyscy czekali na Billa.
- Bill, pospiesz się - powiedział do siedzącego na kanapie brata. Dopiero po chwili dostrzegł, że ramiona bliźniaka drżą, a twarz ma ukrytą w dłoniach. Cichy płacz dobiegł do jego uszu.
- Hej, co się stało?
- Nic - burknął bliźniak.
- To dlaczego płaczesz?
- Nie wiem...ja...Tom...- głos Billa, był jakiś dziwny. Taki ochrypnięty, gardłowy - Ja ledwo mówię - szepnął czarnowłosy - Jakbym miał w gardle jakąś gulę. Boję się, że nie dam rady zaśpiewać, to mnie dusi Tom.
Dredziarz zamarł na chwilę. Widział po minie brata, że nie żartuje i, że sytuacja faktycznie jest poważna. Objął brata mocno ramionami. Chciał uspokoić jego drżące ciało.
- Zaraz zawołam Davida, odwołamy koncert.
- Ale fani, bilety...
- Nie martw się tym teraz, będzie dobrze. Fani zrozumieją. Reszta jest nie ważna. Ty jesteś najważniejszy. No już, przestań płakać...Jestem przy tobie.
Wciąż mocno przytulał bliźniaka, gładząc go po plecach. I chodź sam faktycznie był przestraszony całą tą sytuacją, to nie dał tego odczuć Billowi. Chciał, żeby w jego ramionach czarnowłosy zawsze czuł się bezpieczny.

czwartek, 4 października 2012

Rozdział 1

- Postanowiłem, że będzie to proces zamknięty - powiedział sędzia po wstępnym przesłuchaniu Toma, podczas którego przyznał się on do związku ze swoim bratem.
- Panie sędzio - zaczął mówić oskarżyciel - Uważam, że społeczeństwo ma prawo być świadkiem tego procesu. To nie są anonimowi obywatele, ale idole naszych dzieci. Ich fani powinni znać prawdę. Takie postępowanie powinno być napiętnowane, jako odrażające i karygodne. Nalegam na otwarty proces z mediami.
- Rozumiem, że szuka pan rozgłosu panie Racho, ale chyba publiczne ukrzyżowanie bliźniaków nic panu nie da. Nie jesteśmy już hitlerowskimi Niemcami, mordującymi i palącymi w piecach ludzi, których uważamy za gorszych czy odmiennych. Oskarżyciel to nie kat w jednej osobie. Niech pan o tym nie zapomina - powiedział adwokat braci Kaulitz.

 Bliźniacy siedzieli na przeciwko siebie i milczeli. Wpatrywali się w swoje brązowe oczy pełne emocji. Byli tak blisko, a jednocześnie dzieląca ich przestrzeń była nie do pokonania. Tom spoglądając na brata, skrzyżował swoje dwa palce wskazujące i uśmiechnął się do niego. Bill odwzajemnił ten gest natychmiast. Tylko oni wiedzieli, co on oznacza. Za dziecka często w trudnych sytuacja splatali swe dłonie na znak jedności.

Już nie płacz - powiedział Tom, tuląc swego brata  - Jeśli chcesz mogę powiedzieć mamie, że to ja zbiłem ten wazon. Ja lepiej zniosę lanie.
- Nie Tom, nie chce być przeze mnie dostał. Po prostu, kiedy mama będzie mnie biła, bądź obok. To mi zawsze pomaga.
Tom podniósł swoją dłoń przed siebie - Daj mi swoją rękę - wyszeptał. Bill wyciągnął ją , a dredziarz splótł ich palce wskazujące - Bez względu na wszystko pamiętaj, że zawszę będę przy tobie.
Od tej chwili tym gestem, w różnych sytuacjach, zapewniali się o swoim wsparciu i bliskości.

- Chciałbym, by proces był jawny - odezwał się Tom. Wszyscy spojrzeli na niego z zaskoczeniem. Na ustach oskarżyciela pojawił się tryumfalny uśmiech. Sędzia wziął głęboki oddech. Sam nie wiedział jak poprowadzić tą sprawę - Dlaczego?
 - Chcę dać nam szansę.
- Nam?- powtórzył mężczyzna w todze.
- Mi i Billowi. Chciałbym, aby każdy sam mógł usłyszeć, co mamy do powiedzenia, jak to wszystko wygląda z naszej perspektywy. Jak do tego doszło i ile to dla nas znaczy. Niech zwykli ludzie zasiądą na ławie przysięgłych i kierują się nie tylko rozumem, ale i uczuciami, bo przecież o uczucia w tym wszystkich chodzi. To prawda, że jesteśmy winni naszym fanom wyjaśnienie. Byli przy nas na koncertach, słuchali naszych wywiadów, kupowali płyty, stali pod szpitalem, gdy Bill miał operację, więc niech i teraz będą obok nas i sami zadecydują kim jesteśmy w ich oczach.
- Nie, Tom - upomniał go obrońca.

Sędzia siedział w milczeniu i chwilę myślał. Spojrzał na dredziarza i głośno westchnął - Skoro sami tego chcecie, to dobrze. Ale pamiętaj panie Kaulitz, to co zrobiliście jest tematem tabu w społeczeństwie. Czymś o czym nie mówi się głośno i często nie akceptuje. Nie tylko złamaliście prawo, ale i pogwałciliście wszelkie normy moralne i społeczne. Ale dobrze, dostaniecie szansę na wytłumaczenie się. Każdy na taką zasługuje.

- Panie sędzio, wnoszę o tymczasowy areszt dla bliźniaków, a przynajmniej dla jednego z nich - Toma. Myślę, że z wiadomych powodów jest to uzasadnione. Istnieje ryzyko opuszczenia kraju przez oskarżonych. Mogą oni też wpływać na zeznania innych osób.
- Nie, no teraz pan chyba żartuje - powiedział z niedowierzaniem adwokat - Gdyby chcieli uciec to nie stawiliby się nawet na wstępne przesłuchanie.
- Przypominam, że pana Billa cofnięto z lotniska dzień przed przesłuchaniem. Planował opuścić kraj. Bilet w jedną stronę do USA chyba jest wyraźnym tego dowodem - opowiedział Racho z satysfakcją w głosie.
- Więzienie to nie jest dobry pomysł - rzekł sędzia - Zalecam areszt domowy, ale w osobnych budynkach. Oskarżonym założy się na nogę specjalne obroże, monitorujące ich przemieszczanie się. Na czas procesu nie wolno im się kontaktować ze sobą w żadne sposób, by nie wpływać na swoje zeznania. Obejmuje to rozmowy osobiste, telefoniczne lub drogą internetową. Który opuści dom?
- Ja - powiedział Tom - Bill źle znosi przeprowadzki. Ja mam też mniej rzeczy do spakowania.
- Zamieszkasz na tej samej ulicy, dwa domy dalej. Wasze obroże będą miały zasięg 50 metrów w obrębie domu. Więc mimo bliskiego sąsiedztwa, nie będziecie mogli się spotykać. Złamanie jakiegokolwiek z postanowień będzie skutkować natychmiastowych aresztem dla tego, co nie dostosował się do moich zaleceń. Zrozumieliście?
 - Tak - powiedział Tom. Bill milczał. Po jego policzkach popłynęły łzy.
Dredziarz podszedł bliżej brata - Billi, kiwnij głową, że rozumiesz.
Czarnowłosy spełnił prośbę bliźniaka. Sędzia przez chwilę mu się przypatrywał. Też był człowiekiem i nie potrafił pozostać całkowicie obojętny na jego łzy.
- Chciałbym zamienić kilka zdań z Billem, na osobności - powiedział sędzia - Poczekajcie za drzwiami.
- A będę mógł później porozmawiać z nim ostatni raz ?- zapytał Tom.
Sędzia pokiwał przecząco głową.
- Błagam panie sędzio, pięć minut.
- Ale przy mnie - usłyszał w odpowiedzi.

Po chwili Bill został sam z mężczyzną w todze.
- Rozmawiałem z panią psycholog, która przeprowadziła z tobą rozmowę. Mimo, że jesteś dorosły teraz, to cały proceder między tobą a Tomem zaczął się jak byliście nastolatkami, stąd postanowiłem zaczerpnąć opinii biegłego.Według niej jesteś jednostką słabszą w waszym związku .Cała ta sytuacja źle na ciebie wpływa. Zeznania, które złoży Tom będą wystarczające w tej sprawie. Ze względu na to, że jest to twój brat możesz odmówić składania zeznań, jeśli nie chcesz go obciążyć. Co ty na to?
- Obciążyć? Nie rozumiem?
- Oskarżenie będzie starało się udowodnić, że to Tom był prowodyrem tego wszystkiego. Jest jednostką dominującą , więc chcą go przedstawić jako winowajcę. Po za tym ciebie oskarżą tylko o kazirodztwo, jego też o zabójstwo. Ty możesz uniknąć kary, ale raczej twój brat nie. Więc jak?
- Udam, że nawet pan o to nie spytał.
- Dobrze, chciałem ci dać szansę - odpowiedział sędzia.
- Na co? Na wolność, szczęście? Bez Toma nawet na wolności będę jak w zamknięciu. Moim więzieniem będzie moje serce i umysł, w których on wciąż będzie przy mnie.

Mężczyzna w todze pokiwał tylko głową. Czuł, że to nie będzie łatwy proces. Po chwili wstał i podszedł do drzwi.
- Wejdź Tom, macie 5 minut.

Blondyn podszedł do swojego brata. Pogładził jego jasny policzek.Brązowe, załzawione oczy wpatrywały się w niego ufnie. Pocałował go w czoło.
- Jesteś piękny - wyszeptał - Wiesz? Patrząc na ciebie widzę sens mojego życia, jesteś moim bratem, przyjacielem i moją jedyną, największą miłością.
Po policzkach Billa spłynęły łzy.
- Obiecaj mi, że jeśli zaproponują ci jakiś układ w zamian za zeznania, zgodzisz się. Ja mam małe szanse na uniknięcie kary, sam wiesz dlaczego. Jeśli tylko pojawi się jakiś cień nadziei byś był bezpieczny, wykorzystaj to, błagam. Nie zniosę tego, jeśli coś ci się stanie. Zrobię wszystko, by cię chronić.
- Jesteś tu właśnie z tego powodu. Całe życie mnie chroniłeś. Teraz razem spróbujmy ochronić ciebie. Kocham cię.

Dredziarz mocno przytulił swojego brata. Czuł, jak łzy bliźniaka przenikają przez cienki materiał jego koszulki. Drobne dłonie wodziły po jego plecach. Ta chwila była wyjątkowa. Obaj rozkoszowali się swoją bliskością, ciepłem swych ciał. Chłonęli swój zapach, by móc wyryć go w swym sercu, aby w trudnych chwilach zamknąć oczy i przywołać go w pamięci.Wiedzieli, że w najbliższym czasie pozostaną im tylko wspólne wspomnienia.

Sędzia nerwowo spoglądał na zegarek. Pięć minut minęło. Musiał zakończyć to spotkanie - Tom, musisz już jechać. Policja zawiezie cię do domu, spakujesz swoje rzeczy i pojedziesz do nowego miejsca zamieszkania. Przesłuchania zaczną się za kilka dni. Pamiętajcie o obowiązujących was zakazach.

Bliźniacy spojrzeli sobie w oczy. Tom poczuł silne ukłucie w sercu. Ból jakiego nigdy wcześniej nie znał. Kilka łez spłynęło po jego policzkach. Bill zdawał się być trochę zaskoczony. Jego brat był zawsze silny facetem, był dla niego oparciem. A teraz stał przed nim i płakał. Czarnowłosy wziął głęboki oddech i przytulił go. Zrozumiał, że ich rozłąka jest ponad siły Toma - Nie płacz, kochanie - wyszeptał czule - Zawszę będę cię kochał i nikt tego nie zmieni. Obojętnie co się stanie w czasie procesu, czy po nim, ja będę z tobą. Pamiętaj, jedno serce, jeden oddech, jedno życie- to my.

Ich dłonie splotły się na chwilę w mocnym uścisku. Milczeli. Żaden nie chciał powiedzieć żegnaj. Po chwili do małej sali weszło dwóch policjantów. Tom wiedział, że czas się pożegnać. Uśmiechnął się do Billa, który odwzajemnił ten gest. Ich dłonie powoli się rozdzieliły. Po raz pierwszy od kilkunastu lat mieli być tak naprawdę osobno.

Dredziarz stawiał powoli małe kroki, zwiększając dzielący ich dystans. Czuł, że  kolejny oddech przychodzi mu coraz trudniej. Każda komórka jego ciała drżała i odczuwała ból. Nerwowo zaciskał dłonie i próbował opanować łzy, które wciąż napływały mu do oczu. Na końcu korytarza zatrzymał się na chwilę i odwrócił. Chciał jeszcze raz spojrzeć na najważniejszą osobę w swoim życiu. Bill uśmiechnął się do brata. Nie zważając na ludzi siedzących na korytarzu krzyknął - Kocham cię, Tom.
Blondyn położył dłoń w miejscu swego serca. Ten niemy gest dla Billa oznaczał wszystko.Wiedział, że zawsze będzie w sercu swego brata.

Toma czekało jeszcze jedno pożegnanie. Za kilka godzin miał opuścić znany mu bezpieczny dom. Miejsce pełne miłości i wspaniałych wspomnień. Jadąc radiowozem próbował panować nad swoimi emocjami, ale co chwilę musiał ścierać dłonią płynące po policzkach łzy. Bez Billa nie umiał się odnaleźć.
 Powoli pakował swoje rzeczy. Kilka par spodni, koszulki, kosmetyki.
- Jak będziesz czegoś potrzebował przywiozę ci - powiedziała Simone. Widok pakującego się syna sprawiał jej wielki ból.
- Dzięki mamo - odpowiedział chłopak.
Ale tego czego naprawdę potrzebował nie była w stanie mu dać.

Po chwili podeszła do niego i obięła czule ramionami - Skarbie przykro mi, że tak wyszło. Gordon nie wie jak ma się zachować. Nie myślał, że to wszystko tak się skończy. Chciał nas chronić.
- Wiem mamo. Ale mógł nam o wszystkim powiedzieć.

Simone pogładziła jasny policzek syna - Kochanie wiesz, że bardzo cię kocham. Zawsze będziesz moim synkiem. Ale mam nadzieję, że zrozumiesz z czasem, że to wszystko nie mogło dłużej trwać. Obaj się pogubiliście.
- Wierzę, że po tym procesie zmienisz zdanie i zrozumiesz nasze uczucie.
- To uczucie zniszczyło wam życie, nie widzisz tego. Zobacz w jakiej sytuacji się znajdujecie, nasza rodzina rozpada się. Grozi wam więzienie a ty masz na dłoniach krew.
- Nie chce o tym z tobą rozmawiać. Widzę, że ty już wydałaś wyrok bez procesu. Zostaw mnie samego.
Kobieta nawet nie drgnęła.
- Wyjdź powiedziałem, zostaw mnie. Mamo proszę...

Simone nie zważając na słowa syna, podeszła jeszcze bliżej i ponownie go przytuliła. Chociaż Tom się opierał i szarpał, zrobiła to na tyle mocno, by poskromić zdenerwowanego chłopaka. Po chwili agresji przyszła fala rozpaczy. Tom poczuł jak miękną mu kolana. Oparł się o matkę, która pod wpływem jego ciężaru osunęła się na podłogę. Dredziarz pozwolił sobie dać upust emocjom w ramionach rodzicielki. Jego głośny płacz rozchodził się po pokoju. Serce Simone krwawiło.







środa, 5 września 2012

Prolog - Granice miłości


Miłość.

Siła napędowa wszechświata. Uczucie, które rodzi się w jednym z najmniejszych naszych organów, a opanowuje całe nasze ciało. Dzięki niej i dla niej, zdobywamy się na wielkie czyny, ale i na ogromne poświęcenia. Z miłości troszczymy się o kogoś, chronimy i dbamy. Często zaniedbujemy się sami, swój świat, byleby obiekt naszych uczuć był szczęśliwy. Z miłości jesteśmy gotowi za kogoś oddychać, oddać swoje życie. To ona nas uskrzydla, daje nadzieję. Karty historii przepełnione są heroicznymi czynami w imię miłości. Od początku świata to ona popychała ludzi do działania.

Ale z miłości wybuchały też wojny, na których ginęli ludzi. Tysiące walczyło w imieniu jednego, zakochanego mężczyzny. Dzisiaj mężowie zabiją kochanków swych żon, kobiety uśmiercają swoje konkurentki. Zdradzamy dla miłości, kłamiemy, oszukujemy, zadajemy głębokie rany. W imię tego intensywnego uczucia, jakby nim można było usprawiedliwić wszystko, jakby dla niego można było wszystkiego się dopuścić.

Ja poznałem różne oblicza miłości we własnym domu. Mieszkałem z trojgiem wspaniałych ludzi. Moim bratem Billem, mamą i Gordonem-naszym ojczymem. Miałem naprawdę wszystko. Szczęśliwą rodzinę, wspaniały zespół. Sława i pieniądze były na wyciągnięcie ręki. Dziewczyny szalały na moim punkcie, co jako 17-letniemu chłopakowi bardzo imponowało. I wszyscy mnie kochali.

Ale pewnego dnia coś się zmieniło. Z miłości zapragnąłem tego, czego nie powinienem, co było złe i zakazane. To tak silne uczucie, pochłonęło mnie bezgranicznie.Wiedziałem czego pragnę, a raczej kogo. Tłumaczyłem sobie, że skoro robię to z miłości, jest to słuszne i mam do tego prawo.

Dzisiaj zastanawiam się, co można usprawiedliwić miłością? Czy można kogoś kochać za bardzo? Kto ma prawo wytyczać granice miłości, jej kierunek i siłę? Jak wiele potrafimy wybaczyć w imię tego uczucia? I czy można żyć bez miłości?

Pytacie, kiedy zrozumiałem, że kocham moje brata bardziej niż powinienem? Złożyło się na to wiele czynników. Ostatnie wydarzenia wiele zmieniły w naszym życiu. Kiedy w jednym z wywiadów dziennikarka zapytała mnie o najgorszą chwilę w moim życiu, spojrzałem wtedy na Billa, który siedział obok mnie. Trwało to sekundę, może dwie, ale widząc jego twarz od razu znałem odpowiedz na to pytanie- Najgorsze było pierwsze 10 minut mojego życia, kiedy byłem na świecie bez Billa. Mama mówiła, że nie mogłem złapać pierwszego oddechu, bo jak oddychać bez powietrza.

Dziennikarka nic nie powiedziała.Wszyscy milczeli. Te słowa potwierdziły tylko krążące już o nas plotki. I dziś powiem to wyraźnie, nie dobrowolnie, ale pod przymusem - Nazwam się Tom Kaulitz i żyję w związku kazirodczym z moim bratem. Dlaczego? Bo go kocham.

Na sali sądowej zapadła cisza.

Twincest"Trzy długie lata"(list mamy do Toma)



Witam to mój pierwszy one-shot o tematyce twincest. Mam nadzieje, że przypadnie Wam do gustu. Założyłam tego bloga z myślą o napisaniu kilku jednopartów , ale i dłuższego opowiadania. Zapraszam do czytania.


Drogi synku,

Wiem, że w tym momencie na pewno na Twoich ustach pojawi się ironiczny uśmiech, ale obojętnie co myślisz i czujesz, wciąż jesteś moim ukochanym dzieckiem. Choć pewnie w Twoim odczuciu, tym gorszym.


Wczoraj były Wasze 21. urodziny. Trzecie z kolei, które obchodziliście osobno. Jeśli w ogóle można mówić o jakimkolwiek świętowaniu.Od trzech lat, w tym wyjątkowym dniu, Bill zamykał się w swoim pokoju. Nie chciał wtedy nikogo widzieć. Nie życzył sobie gości ani prezentów. Bez Ciebie ten dzień mógłby dla niego nie istnieć. Zawsze brał do siebie butelkę alkoholu i dwa kieliszki. Pił za siebie i za Ciebie. W nocy kiedy procenty krążyły w jego żyłach, słyszałam jak płacze. Ale to nie było ciche łkanie.Ból i cierpienie przybierały postać głośnego zawodzenia. Wtedy czułam jak pęka mi serce. Ale wiem, że postąpiłam słusznie.


Od jakiegoś czasu zaczęłam zauważać drobne, niecodzienne gesty między Wami. Jestem Waszą matką i czułam, że coś zaczyna się zmieniać. Początkowo tłumaczyłam to sobie, że nie macie kolegów,przyjaciół przez sławę i karierę, dlatego jesteście ze sobą tak blisko. Nawet cieszyłam się, że jako bracia wspieracie się w nowym dla Was etapie życia. Bill zawsze potrzebował Twojego silnego ramienia. Był dużo słabszy fizycznie i psychicznie.


To co zobaczyłam w dniu, kiedy wróciłam wcześniej do domu z podróży, rozwiało moje wszelkie wątpliwości. Spaliście w Twoim pokoju. Przymknęłabym na to oko, gdyby nie to, że byliście nadzy, a na podłodze leżały opakowania po prezerwatywach. Nie jedno, kilka. Byliście tak zmęczeni, że nawet nie usłyszeliście jak cicho jęknęłam na Wasz widok. Wtedy wszystko do mnie dotarło.


Przez kilka dni chodziłam jak struta. Czasem patrzyłeś na mnie jakbyś wiedział, co chodzi po mojej głowie. Tom,  nie byłeś w stanie wyobrazić sobie co czuje matka, której  synowie sypiają ze sobą.

Moje ukochane dzieci...

Płakałam po nocach, mając wciąż Wasze twarze przed oczami. Czy Wasza więź była, aż tak silna? Czy każda miłość łączy się z pożądaniem? Gdzie popełniłam błąd? Nie mogłam tego zrozumieć. Swoją postawą łamaliście wszelkie zasadny i normy. To było chore i nienormalne, ale czułam, że żaden z Was tak na to nie patrzy. I wiedziałam... wiedziałam, że jeśli sama czegoś nie zrobię to będziecie żyć w takim kazirodczym związku. Bałam się, że to Was zniszczy.


Byłeś silniejszy od Billa, dlatego wybrałam Ciebie. Stałeś się katem i ofiarą zarazem. Czasem winiłam za to wszystko tylko Ciebie, Tom. Czułam, że wykorzystałeś swojego brata, jego słabość i uzależnienie od Ciebie.  Miałeś się nim opiekować, a nie zaciągać go do łóżka. Czasami Cię nienawidziłam.


Pamiętam kiedy wszedłeś do swojego pokoju i zobaczyłeś grubą książkę na łóżku -  "Kodeks karny". Otworzyłeś na zaznaczonej stronie. Twój wzrok padł na zakreślony fragment.

Art.201 Kazirodztwo

Kto dopuszcza się obcowania płciowego w stosunku do wstępnego, zstępnego, przysposobionego, przysposabiającego, brata lub siostry,
podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5.

Zrozumiałeś wtedy, że wiem. Przeczuwałeś to od jakiegoś czasu, widząc moje dziwne zachowanie, jak wtedy, gdy kategorycznie zabroniłam Wam jechać na weekend pod namiot nad jezioro. Gordon się zgodził, ale ja nie mogłam. Wiedziałam, co będziecie tam robić. Spojrzałeś na mnie z nienawiścią w oczach, zrozumiałam wtedy, jak silne łączy Was uczucie.


Obok książki leżał bilet. Lot w jedną stronę do Francji, z datą następnego dnia. Wiedziałam, że zrozumiesz mój przekaz. Albo wyjedziesz, albo to zgłoszę na policję. Nie dałeś mi wyboru... Wykorzystałam przeciwko Tobie, to co dawało ci siłę - miłość do brata. Kochałeś go za bardzo, aby skazać go na więzienie. A ja kochałam Was zbyt mocno, by to wszystko dalej tolerować. Bałam się, Tom. To było dla mnie obce. Przerażało mnie.


Kiedy wieczorem jadłeś z Billem kolację, widziałam jak co chwilę przecierasz oczy. Walczyłeś ze łzami. Zmuszałeś się do uśmiechu. Kilka razy pogłaskałeś jego policzek. Nie wiem dlaczego, może chciałeś zapamiętać ciepło jego skóry? Zdawałeś sobie sprawę, że widzisz go po raz ostatni. Twój brat uśmiechał się do Ciebie tak słodko, karmiąc Cię kawałkiem pizzy. Tylko na chwilę spojrzałeś na mnie. Twoje oczy były puste. Dla mnie nie miałeś żadnych uczuć. Kiwnąłeś tylko delikatnie głową. Potem odprowadziłeś go do pokoju. Wiedziałeś, że stoję przy schodach i podsłuchuję.

- Kocham cię - wyszeptałeś do Billa - Śpij, dobrze. I pamiętaj, zawszę będę przy Tobie.
- Też cię kocham Tom, szkoda, że nie możesz ze mną zostać na noc - jego czuły głos wywołał u mnie dreszcze.
Krótka cisza, która zapadła ma moment, była wypełniona Waszym ostatnim pocałunkiem.

Słyszałam w nocy jak pakujesz swoje rzeczy. Siedziałam całą noc w kuchni. Nie mogłam spać. O 5 rano. po cichu zszedłeś na dół z walizką i biletem w ręku. Miałeś zapuchnięte oczy. Płakałeś, odkąd Bill zamknął za sobą drzwi swojego pokoju. Chciałam podejść i Cię przytulić. Powiedzieć, że Cię kocham, ale tak będzie dla wszystkich najlepiej. Przeczuwając mój zamiar, wyciągnąłeś w moim kierunku rękę w geście sprzeciwu. Nie odezwałeś się ani słowem. Wychodząc, przyłożyłeś na chwilę twarz do jego kurtki. Zamknąłeś oczy, rozkoszując się zamkniętym w materiale zapachem. Twojego brata. Twojej miłości.

W dniu, w którym wyjechałeś, straciłam dwoje dzieci...

Zastanawiasz się dlaczego piszę do Ciebie po trzech latach?

Dzisiaj gdy weszłam do pokoju Billa i poczułam ogarniającą mnie pustkę, zrozumiałam, że on od trzech lat czekał na ten dzień. Jego szafa była pusta. Zabrał kosmetyki, ulubione pamiątki. Zabrał  wszystko - siebie. Dlaczego nie odszedł wcześniej? Nie mógł...Wykorzystałam prawo przeciwko niemu. Zakaz opuszczania kraju, blokada kont do 21. roku życia. Nie miał nic.
Myślałam, że to, iż każdego dnia je, oddycha, chodzi oznaczało, że normalnie żyje. Ale on nie żył, on wegetował.

Czasem sama się zastanawiałam, co byłoby gorsze - tolerowanie Waszego związku czy patrzenie każdego dnia jak cierpi. Płakał nocami, a kiedy w końcu zasypiał budził się z krzykiem. Miałam wrażenie, że nie potrafi oddychać bez ciebie. Spał w Twoim pokoju, jakby czuł się tam bliżej Ciebie. Ty nie tylko byłeś jego bratem bliźniakiem, byłeś połową niego samego. Powiedziałam mu prawdę. Dlaczego? Bo gdybym wyjaśniła mu, że odszedłeś z wyboru, to by go zabiło od razu. A tak umierał każdego dnia. Ale był bezpieczny, nic nie mogło mu się stać. Media nigdy nie dowiedziały się o tym.Tego bardzo się bałam, zniszczyliby naszą rodzinę. Miałam nadzieje, że Bill zapomni, zakocha się w jakieś miłej dziewczynie. Liczyłam, że wyrośnie z Ciebie.


Kiedy będziesz czytał ten list, on na pewno będzie obok Ciebie. Może obaj zagłębicie się w jego treść, próbując zrozumieć, dlaczego tak postąpiłam. Po trzech latach Twój brat znów będzie się śmiał, oddychał, żył. Tom, ja wiem, że mnie nienawidzisz, chociaż  bardziej obawiam się, że jestem Ci całkowicie obojętna. Błagam Cię, zniosę wszystko, naprawdę skarbie. Tylko proszę, błagam Cię wróćcie do domu. Wasze puste pokoje łamią mi serce. Chcę usłyszeć Wasz głos, najcichszy szept. Oddam wszystko za Wasz jeden uśmiech. Z miłości do Was zrobiłam wiele rzeczy, w moim odczuciu słusznych, ale to co czuję odkąd Was nie ma zabija mnie.

Umieram bez Was...
                                                                                                              Twoja mama




Tom zgniótł kartkę papieru i rzucił ją na ziemię. Przytulił mocniej nagie ciało swojego brata.
Bill przyjechał dzień po ich 21. urodzinach. Był najcudowniejszym prezentem dla swojego brata.
Kiedy Tom otworzył drzwi i ujrzał jego twarz, serce zabiło mu mocniej. Stała przed nim jego druga połowa.Wziął głęboki oddech, pierwszy, prawdziwy od trzech lat. Chciał coś powiedzieć, ale Bill rzucił walizkę i zamknął mu usta pocałunkiem. Jego wargi smakowały tak samo cudownie jak te sprzed trzech lat. Znów czuł ciepło jego ciała, zapach jego skóry. Nie rozmawiali przez następne dwie godziny. Kochali się. Zamiast słów pokój wypełniły jęki rozkoszy. Znów byli razem. Obaj wiedzieli, że warto było czekać te trzy lata.

- Odpiszesz jej? - zapytał Bill.
- Nie wiem...
- A ja mogę do niej napisać?
- Jasne.
 Tom podał bratku kartkę i długopis. Bill zamyślił się na chwilę. Zaczął pisać...



Mamo

Trzy lata...Tyle zabrałaś nam z życia. Trzy lata przepełnione bólem, cierpieniem. Każdy dzień był koszmarem. Nie ma takich słów, którymi mógłbym wyrazić to, co przeszliśmy.

Teraz Twoja kolej, mamo. Na trzy długie samotne lata...Wtedy może ci wybaczymy...

                                                                                                              Bill.



Twincest"Obiecałeś Bill...trzy lata minęły"


Ten one-shot nawiązuje do poprzedniego. Napisałam go pod wpływem chwili. Co z tego wyszło sami oceńcie. Obydwie części zostały przeniesione z mojego pierwszego blogu o innej tematyce www.kreatywnosc-uczuc.blogspot.com.
Miłej lektury :-) Bez bety.



Ile można przeżyć cudownych chwil przez trzy lata?

Kiedy patrzę na śpiącego obok mnie brata wiem, że tysiące. Drobnych, czasem z pozoru nieznaczących chwil, składających się na definicję szczęścia.

Kiedy Bill przyjechał do mnie po naszych 21. urodzinach w moim...naszym  życiu zaczął się nowy etap. Gdy otworzyłem drzwi i go ujrzałem, moje serce na chwilę przestało bić. Miał mokre włosy od deszczu. Czarny eyeliner rozmazał się delikatnie, nie wiem czy od kropel wody czy łez. Ale i tak dla mnie był najpiękniejszą istotą na ziemi. Jego oczy błyszczały, a na ustach malował się cudowny uśmiech. Czułem jak po moim ciele rozlewa się ciepło. Nie widziałem go trzy lata, ale na jego widok na nowo powróciły te silne uczucia, które odczuwałem wcześniej, gdy zawsze był obok mnie. Chciałem coś powiedzieć, ale głos uwiązł mi w gardle. Zdołałem tylko wziąć głęboki oddech, kiedy mój brat rzucił walizkę i mnie pocałował. Boże jak on cudownie smakował...

Jego delikatne wargi pieściły moje usta. W tej chwili słowa były zbędne.Obaj wiedzieliśmy, że tego pragniemy. Kiedy odsunął się na chwilę ode mnie zatonąłem w jego brązowych oczach. Nie wiem czy to ja byłem tak oszołomiony, czy one pod wpływem podniecenia nabrały czekoladowej barwy. Chociaż byliśmy bliźniakami, dostrzegałem w jego urodzie różniące nas detale, które mnie zachwycały. Miał bardziej pociągłą twarz i mocnej zarysowaną szczękę. Nos miał drobniejszy. Zawsze kiedy się uśmiechał jego czubek delikatnie drżał. Miał też delikatniejszą skórę niż ja. Dlatego odkąd wyjechałem, zawsze spałem w atłasowej pościeli. Gładząc jej strukturę, czułem jakbym dotykał jego.

Powoli ściągaliśmy swoje ubrania. Stojąc w samych jeansach dotykaliśmy swoich nagich torsów. Każdy najmniejszy dotyk Billa wprawiał w drżenie każdą komórkę mojego ciała. Dłonią przetarłem jego wilgotną twarz usuwając rozmazany makijaż. Wciąż wpatrywałem się w jego oczy. Były odbiciem jego duszy, to je kochałem w nim najbardziej. Teraz malowało się w nich tak wiele emocji. Ja dostrzegałem tam miłość i pożądanie. Poczułem jego ciepły oddech na mojej szyi. Całował ją delikatnie, rozkoszując się moim zapachem. Fala gorąca co chwilę przechodziła przez moje ciało, kumulując się w podbrzuszu. Bill wodził dłońmi po moim ciele, jakby chciał poznać je na nowo. Uwielbiałem jego dotyk. Szczupłe palce gładziły moją skórę. Kiedy jego dłonie dotknęły klamry mojego paska, zamarłem. Bałem się tego, co za chwilę się miało stać. Czy zniosę intensywność tego doznania?

Bill drżał. Widziałem, że też się boi. Nie byliśmy ze sobą i w sobie trzy lata. Ale każdy z nas dobrze pamiętał jakie to uczucie. Tego nie można było zapomnieć. Mój brat przejął inicjatywę. Powoli zsunął mi spodnie z bielizną. Czułem jego wzrok na swoim ciele. Delikatnie się uśmiechnął widząc moje podniecenie. Chyba tego potrzebował. Potrzebował dowodu, że wciąż tak na mnie działa. Moje ciało nie kłamało. Płonęło z pożądania. Po chwili Bill stał przede mną całkiem nagi. Był piękny. Zatopił swoje usta w moich. Nie wiem kiedy poczułem pod plecami atłasową pościel. Rozchyliłem uda zapraszając go do siebie. Doskonale odczytał ten gest. Kwestia kto jest na dole czy na górze, nie miała dla nas znaczenia. Na początku, kiedy zaczęliśmy kochać się ze sobą walczyliśmy o dominację. Ale po wielu wspólnych nocach ten fakt przestał nabierać znaczenia. Liczyły się tylko doznania.

Tak było i teraz. Bill był bardzo delikatny. Wiedział, że po tak długiej rozłące może być to dla mnie trudne. Czuliśmy się prawie jakby to był nasz drugi "pierwszy raz". Jęknąłem głośno, gdy poczułem go w sobie. Zamknąłem oczy. Czułem jak mój brat walczy sam ze sobą. Jego pożądanie domagało się spełnienia. Hamował się przed wykonywaniem gwałtowniejszych ruchów. Chciałem żeby ta chwila trwała wiecznie. Ja i on w jedności. Dwa serce bijące tym samym rytmem. To nie był zwykły seks, tylko dowód wzajemnego oddania, zaufania i miłości.

Pokój wypełniały nasze gorące oddechy. Męskie perfum mieszały się z zapachem spoconych ciał. W tym małym francuskim mieszkaniu doznaliśmy dawno upragnionego spełnienia. Nawzajem w swych ustach tłumiliśmy swe jęki, chociaż pod koniec już żaden z nas nie panował na sobą. Nie wiem ile to trwało, godzinę, dwie. W porównaniu z trzema latami jakie nam odebrano to była tylko chwila.

- Kocham cię- wyszeptał Bill, po tym jak opadłem na niego po silnym doznaniu.Tak, zafundowaliśmy sobie przyjemność obustronnie i kilkakrotnie.
- Ja ciebie też skarbie- wyszeptałem. Powoli wracałem do rzeczywistości. Potem przegadaliśmy całą noc. 

Nad ranem, kiedy Bill zasnął we mnie wtulony, ogarnął mnie spokój. Czułem, że teraz moje życie jest już całością, a ja z bratem jednością. Po kilku dniach przyszedł list od mamy. Razem go przeczytaliśmy. Bill nie chciał słuchać żadnych jej wyjaśnień. Ja byłem do tego bardziej skłonny. Może dlatego, że byłem od niej tak daleko i nabrałem do niej dystansu. A może dlatego, że nie było jej przy mnie trzy lata i gdzieś w głębi tęskniłem za nią. Chciałem jej odpisać, ale zrobił to Bill. Treść jego listu miała wyrażać nasze odczucia, ale bardziej były to uczucia Billa. On potrzebował czasu,więc żyliśmy normalnie nie poruszając tematu mamy.

Ku mojemu zaskoczeniu Bill szybko odnalazł się w nowym kraju. Nawet zapisał się na kurs francuskiego. Uwielbiałem kiedy szeptał mi coś do ucha w tym języku, chociaż czasem nie rozumiałem co. Ale to nie miało znaczenia. Liczył się tylko jego łagodny głos i ciepły oddech na mojej szyi.
Postanowiliśmy się nie afiszować ze swoim związkiem .Fakt, to była Francja, tu taka miłość był dozwolona, ale wcześniejsze doświadczenia nauczyły nas skrytości.

Te trzy lata to były setki cudownych intymnych zbliżeń, tysiące pocałunków i miliony najdrobniejszych chwil dających nam szczęście. Ale to też 1094 nieodebranych przez Billa połączenia od mamy. Tak, dzwoniła do nas każdego dnia, ale mój brat nawet nie chciał słyszeć o rozmowie z nią. Równo po trzech latach napisała wiadomość- Obiecałeś Billi, trzy lata minęły...

- Chcę do niej pojechać- powiedziałem, kiedy wieczorem jedliśmy kolację. Mój brat nawet na mnie nie spojrzał. Rzucił talerz do zlewu i wyszedł z kuchni.Wiedziałem, że muszę mu dać trochę czasu.Tej nocy tulił się do mnie wyjątkowo mocno. Spał niespokojnie. Jakby czuł, że już podjąłem decyzje i pojadę do Niemiec.
- Nie będę cię do niczego zmuszał- zacząłem mówić przy śniadaniu- Kocham cię i jeżeli to jest dla ciebie za trudne, zrozumiem to. Wrócę za parę dni.
- Błagam cię Tom, nie jedź- kilka łez spadło na jego talerz.
- Potrzebuje tego, Bill. Jakaś część mnie chce ją zobaczyć.
- Nienawidzę jej- wyszeptał.
- Wiem kochanie. Ja też jej nienawidziłem, ale dla mnie minęło sześć lat. Chce pojechać do domu.
- Tu jest twój dom.
- Ty jesteś dom domem, tu czy tam, nieważne.
- Więc zostań ze mną- powiedział .Podszedł po chwili i przytulił się do mnie. Zaczął głośno płakać Cały drżał. Jego łzy łamały mi serce. Ale wiem, że nie płakał z rozpaczy, on się ze mną żegnał.
- Wrócę za parę dni.
- Sześć dni. Jeden dzień za jeden rok. Tyle możesz z nią spędzić.
- Kocham cię.Dziękuje.
Tego dnia kochaliśmy się kilka razy.By siebie zapamiętać, by się pożegnać.

Następnego dnia miałem samolot. Serce mi krwawiło kiedy wychodziłem z mieszkania. Kiedy zamknąłem drzwi głośny krzyk rozpaczy Billa wypełnił nasze mieszkanie.Czułem, że z każdym krokiem jakaś część mnie umiera. Tak naprawdę potrafiłem żyć tylko przy nim. Dusiłem się.

Kiedy taksówka zatrzymała się pod naszym domem w Niemczech, nie miałem siły otworzyć drzwi. Wziąłem głęboki oddech i zmusiłem się wyjścia.Szedłem bardzo powoli w kierunku domu. Widząc znajomą okolicę zaczęły powracać wspomnienia. Nie o mamie, tacie czy Gordonie. W moich myślach widziałem tylko Billa.

Gdy drzwi otworzył mi Gordon, aż mi ulżyło.Szczerze mnie przytulił, jak prawdziwy ojciec.
- Przepraszam - wyszeptałem. Musiałem to powiedzieć. On nas kochał, a przez tą sytuację z matką stracił nas obu. Z nim też nie utrzymywaliśmy kontaktów. Sam nie wiem dlaczego.

Mama siedziała w kuchni, piła kawę. Tak samo jak w tą noc, kiedy wyjechałem. Ale teraz, kiedy wstała i podeszła żeby mnie przytulić nie zaprotestowałem. Gdy poczułem jej znajomy zapach, ciepło jej dłoni, znów  byłem jej synkiem. Spojrzała na chwilę w kierunku drzwi.
- Bill nie przyjechał, ma...- nie mogłem.

Usiedliśmy w kuchni.
- Napijesz się czegoś?
- Kawy.
- Kawy? No tak, jesteś już dorosły- powiedziała ze smutkiem w głosie.

Zalała kubek gorącą wodą. Cudowny kawowy zapach rozniósł się po kuchni. Powoli odstawiła czajnik. Chciała podać mi kubek, ale ten z hukiem upadł na podłogę i potłukł się na kilka kawałków. Rozpłakała się.
- Wybacz mi, błagam- wyszeptała. Cała drżała. Gordon chciał podejść i ją przytulić, ale ja zrobiłem to pierwszy. Jej słowa były szczere, a łzy prawdziwe.Nie mogłem pozostać na to obojętny. Miłość do matki to silne uczucie. Ukryłem je gdzieś na dnie serce. I teraz trzymając ją w ramionach odżyło na nowo.
- Nie płacz proszę. Wiem, że chciałaś dobrze. Musiałaś nas skrzywdzić, żeby nas ochronić. Nie rozmawiajmy już o tym nigdy więcej.

Poprosiłem, żeby przygotowała dla mnie spanie w pokoju Billa.Tęskniłem za nim.Tak bardzo. Nie odbierał moich telefonów. Wiedziałem, że cierpi. Zraniłem go tym wyjazdem.

Leżąc w jego łóżku wspominałem wspólne chwile, które tu razem spędziliśmy.Wspólne zabawy za dziecka, ale i namiętny seks jako nastolatkowie.Bill lubił kochać się ze mną w swoim pokoju, czuł się tu bezpiecznie. Ale to nie był już ten sam pokój, który widziałem sześć lat temu.
Na półkach stały tylko moje zdjęcia.Na ścianach wypisane było moje imię. Zrozumiałem jak bardzo Bill cierpiał...

Przez następne dwa dni ciągle rozmawialiśmy.Chociaż poprosiłem ją byśmy nie wracali do tematu całej tej sytuacji, to jednak pewnego dnia mama zdecydowała się zapytać o coś czego się nie spodziewałem.
-Jesteś z nim szczęśliwy?
- Tak mamo, jestem.
- Opowiesz mi o was? Chce zrozumieć...
Rozmawialiśmy do trzeciej w nocy. Oboje płakaliśmy, ale i śmialiśmy się z niektórych rzeczy. Widziałem, że jest to dla niej trudne, ale starała się.Opowiedziałem jak wygląda nasze życie we Francji. Starałem się pomijać fakt wspólnych nocy czy cudownych incydentów w ciągu dnia, ale ona wiedziała, że niektóre luki w mojej opowieści wypełnia seks.
- I tak nam mija dzień po dniu- powiedziałem na koniec rozmowy.
- Kochasz go?
- Jak nikogo innego mamo, on jest dla mnie najważniejszy.I zawsze będzie.

Nic nie odpowiedziała.Potrzebowała czasu żeby wszystko przemyśleć.Czułem, że teraz ta myśl, że jej synowie są razem, już jej tak nie przerażała.

Nad ranem usłyszałem pukanie do drzwi.Głos jaki rozległ się w domu wywołał u mnie szybsze bicie serca.
- Tom?- krzyknął ponownie Bill. Kiedy zbiegłem na dół mój brat mocno mnie przytulił. Nie zważając na mamę i Gordona, pocałował mnie. Tęskniłem za smakiem jego ust.
- Nie potrafię żyć bez ciebie- wyszeptał- Musiałem przyjechać, czułem,że zaraz umrę .
Mama i ojczym milczeli. Bill nawet nie spojrzał w ich stronę.Wciąż wtulał się we mnie.
- Kocham cię - powiedziałem. Mama płakała. Nie wiem czy na widok Billa czy uświadomiła sobie jak bardzo jesteśmy ze sobą związani i jak bardzo nas skrzywdziła. Nigdy jej o to nie zapytałem.
- Dzień dobry- powiedział chłodno Bill, odwracając się stronę rodziców.

Pozwolił matce żeby go przytuliła. Na jego twarzy nie malowały się żadne emocje. Dla niej nie miał już uczuć. Widziałem jak cały się spina.Jakby jej ciepło paliło jego skórę. Walczył ze sobą. Po chwili znów był w mich ramionach. Bezpieczny,spokojny.
 Spędziliśmy wspólnie cztery dni. Bill często okazywał mi swoje uczucia przy matce, jakby chciał ją zranić. Kochałem go bardziej niż ją, więc odwzajemniałem jego miłe, czułe gesty. Ona nic nie mówiła, czasem nawet delikatnie uśmiechała się, kiedy Bill rozpływała się w moich ramionach. Widziała, że jesteśmy szczęśliwi.
- Wróćcie do domu - powiedziała w wieczór przed naszym wyjazdem.Serce zbiło mi mocnej.

Spojrzałem na Billa. Miał łzy w oczach. Myślał, że jego zachowanie zniechęci matkę do proponowania takich rzeczy, ale ona była ponadto.Chciała nas mieć przy sobie. A jej propozycja zdawał się być dowodem akceptacji naszego związku.
- We Francji jest nasz dom - powiedział Bill - Tam możemy być razem, nikt nie straszy nas więzieniem , nikt nami nie gardzi.
- Bill - krzyknąłem na niego - Przestań, proszę.
Kilka łez spłynęło po jej jasnych policzkach. Złapałem ją za rękę.
- Możemy przyjeżdżać, spędzać razem jakiś urlop, święta. Ale nie zamieszkamy razem. Jesteśmy już dorośli, chcemy żyć samodzielnie- powiedziałem - Tu już nie chodzi o ciebie mamo, po prostu taka jest kolej rzeczy. Wspólne lata przepadły bezpowrotnie.
Trudno było jej się z tym pogodzić.Płakała, ale rozumiała to.

I tak co roku spędzamy razem lato, wszystkie święta. Czasem przyjeżdżamy bez okazji. Nie wspominamy już tego co się wydarzyło. Jest tylko jedna rzecz, która nam o tym przypomina...
- Robię kawę, napijesz się Simone?- zapytał Bill.
- Tak z chęcią, dziękuje- odpowiedziała z uśmiechem.
  
Bill nigdy już nie powiedział do niej-mamo.